Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdaniem psychologa

26 lutego 2019

NR 51 (Luty 2018)

W  obliczu lęku i nie-pewności

0 100

Jak pomóc kobiecie, która dowiaduje się o niepełnosprawności swojego jeszcze nienarodzonego dziecka odnaleźć się w nowej dla niej sytuacji. 

Pani Beata jest trzydziestodwuletnią matką Marcela, u którego po urodzeniu zdiagnozowano poważne wady genetyczne. Lekarze jeszcze w czasie pobytu pani Beaty w szpitalu po porodzie przekazali klientce informację, że dziecko nie będzie rozwijało się prawidłowo, ale trudno jest przewidzieć dokładnie, z jakimi problemami trzeba będzie się zmierzyć. Możliwe, że synek nie będzie widział i może być upośledzony umysłowo, ale dopiero czas i kolejne badania wykluczą lub potwierdzą wstępną diagnozę. Klientka jest samotna, a ojciec dziecka jest nieznany. Pani Beata mieszka na razie z synkiem u swoich rodziców, posiada jednak własną kawalerkę. Obecnie klientka nie ma pracy, ponieważ przed ciążą pracowała jedynie na umowy o dzieło, a i te nie pozwalały jej na samodzielne utrzymanie się. Kobieta nie korzystała wcześniej ze wsparcia ośrodka pomocy społecznej, ale rodzice namówili ją na rozmowę z pracownikiem socjalnym.

  • Dzień dobry pani Beato. Byłyśmy dzisiaj umówione na rozmowę, czy mogę wejść?
  • Tak, oczywiście.
  • Może porozmawiajmy tu w pokoju obok, żebyśmy miały komfort?
  • Dobrze, moja mama zajmie się Marcelkiem… (klientka ma łzy w oczach).
  • Widzę, że jest pani bardzo trudno... Usiądźmy może tutaj, można? Proszę mi opowiedzieć, co się dzieje.
  • No nie wiem, nie wiem nawet od czego zacząć... Nie wiem, czy będę mogła o tym mówić... (klientka płacze). Chyba nie dam rady.
  • Spokojnie, mamy dużo czasu, pani Beato. Proszę, oto chusteczka. Może pani płakać i opowiadać, nie musi się pani uspokajać. Jestem tu z panią i pomogę pani, zadam trochę pytań, razem zastanowimy się, jak mogę pomóc.
  • Dobrze, spróbuję. Chodzi o moje dziecko, o Marcelka.
  • Tak, pani synek ma dwa tygodnie? Dobrze pamiętam z rozmowy telefonicznej?
  • Tak, prawie trzy już teraz. Od tygodnia jesteśmy w domu, tutaj, u rodziców. Na razie nie wyobrażam sobie, żeby wrócić samej do mieszkania, nie dałabym sobie rady. Zresztą cały czas chodzę i płaczę i nie wiem, co bym zrobiła bez mojej mamy...
  • o bardzo dobrze, że może pani liczyć na rodziców.
  • No, raczej na mamę, tato to nie jest chyba zadowolony z tego, że tu jestem. W ogóle on jest zły na mnie, że zaszłam w ciążę i mówi, że wszystko przez to, że… no, wie pani, że się puściłam, tak mówi...
  • Rozumiem. Trudno pani ojcu zaakceptować fakt, że Marcelek nie ma taty.
  • Tak, on myśli w taki staromodny sposób, że trzeba mieć męża i wtedy można mieć dziecko. A ja właściwie to chciałam już być w ciąży, a związki mi jakoś nie wychodzą, to sobie pozwoliłam, tak po prostu. Ale teraz myślę, że to był błąd, że może tato ma rację, że to przeze mnie, że nie można tak sobie zrobić dziecka bez miłości… (klientka zaczyna mocno płakać). Myślę, że to przeze mnie Marcel jest chory.

Pracownica socjalna kładzie dłoń na dłoni klientki, przyjmuje współczujący ton:

  • Pani Beato, kiedy towarzyszą pani takie myśli, to musi być pani naprawdę bardzo ciężko. Słyszę, że pani obwinia się za stan zdrowia synka... Wierzę, że może pani tak myśleć i na razie pewnie trudno pani przyjąć inną perspektywę. Równocześnie jestem przekonana, że pani decyzje dotyczące relacji z mężczyznami i samotnego macierzyństwa nie mają żadnego związku z chorobą Marcelka. Proszę mi powiedzieć, co usłyszała pani od lekarza, który opiekuje się synkiem? Jaką postawił diagnozę?
  • No, już sam poród był bardzo trudny, w końcu Marcel urodził się przez cesarkę, niby dostał 8 punktów w skali Apgar i na początku wydawało się, że wszystko jest w porządku, ale zaraz następnego dnia położne i pielęgniarki zaczęły tak dziwnie patrzeć, mówić coś, ja się bardzo źle czułam, więc nie mogłam nawet zapytać, jakoś tak się zaczęłam strasznie bać, i potem przyszedł lekarz i powiedział, że różne rzeczy go niepokoją, w odruchach synka, że coś jest nie tak, nawet nie pamiętam, co mówił, bo mi się nagle wszystko zawaliło, myślałam, że zemdleję… Nawet trochę zasłabłam, to mnie ocucili, dali mi jakieś środki na uspokojenie. Potem rozmawiałam z lekarzem jeszcze raz i on powiedział, że podejrzewa wadę genetyczną u Marcelka i że trzeba zrobić dodatkowe badania, bo mój synek prawdopodobnie nie widzi (klientka zanosi się płaczem).
  • Tak, to musiało być naprawdę przerażające. To, że nie rozumiała pani, co się dzieje, ale wiedziała pani, że to dotyczy synka, jego zdrowia...
  • No właśnie, ja już w ogóle miałam takie myśli, że on umiera... I myślałam, że ja umrę razem z nim...
  • Rozumiem, pomyślała pani o czymś, czego się pani najbardziej boi. To były tak silne emocje, że nie była pani w stanie racjonalnie myśleć. To naturalne w takiej sytuacji, ponieważ wtedy przeżywamy coś w rodzaju szoku i rzeczywiście nasz umysł w pewnym sensie się wyłącza i reagujemy tylko emocjonalnie...
  • Tak, to tak jest? Myślałam, że tylko ja tak się zachowuję i że coś ze mną nie tak.
  • Nie oczywiście, że nie. To normalna reakcja na bardzo trudną informację, z którą jeszcze nie mogła sobie pani poradzić... Później zaczyna do nas docierać rzeczywistość, zaczynamy słyszeć i widzieć fakty, ale emocje mogą się nawet nasilać, i teraz też jest pani bardzo ciężko, bo przychodzi kolejny etap, w którym czuje pani wszystko bardzo silnie, intensywnie.
  • No tak, tak właśnie jest.
  • Dlatego zaczyna pani przeżywać poczucie winy. Te myśli, o których pani powiedziała, że to przez panią Marcelek jest chory to też jest pewien etap, bo próbuje pani poradzić sobie z tą sytuacją emocjonalnie, stara się pani znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego tak jest. Czasem łatwiej nam czuć się winnymi niż poczuć, że jesteśmy bezradni i że tak naprawdę nie miała pani wpływu na to, że Marcelek jest chory. To się stało zupełnie niezależnie od pani wcześniejszych decyzji...
  • Ale ja też długo nie wiedziałam, że jestem w ciąży, nie dbałam o siebie, jadłam fast foody, chodziłam na siłownię, nawet miałam wtedy jeszcze kochanka.
  • Pani Beato, możemy zapytać o to lekarza, ale według mojej wiedzy dieta, seks czy ćwiczenia na siłowni nie mogą wpłynąć na wzrok dziecka czy dysfunkcje jego układu nerwowego. Jak rozumiem, jest to kwestia wad genetycznych, na które zupełnie ma wpływu to, co pani jadła.
  • No tak, może ma pani rację. Właściwie teraz, jak rozmawiamy o tym, to przypominam sobie, że doktor Kowalski też mi to mówił, ale chyba tego nie zarejestrowałam.
  •  Bo w takim silnym stresie, w jakim teraz...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "Doradca w Pomocy Społecznej"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • pełen dostęp do archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy