Dołącz do czytelników
Brak wyników

Z praktyki pracownika

21 lutego 2019

NR 47 (Wrzesień 2017)

Jak rozmawiać z dziećmi na trudne tematy?

346

Zdefiniowanie pojęcia „trudny temat” nie jest łatwe, ponieważ dla każdego będzie ono oznaczało co innego. Zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców. 

Wydaje się, że częściej trudne tematy, tematy tabu, dotyczą jednak ludzi dorosłych. Na pewno są to te tematy, których treść wywołuje w nas trudne emocje, takie jak lęk, zawstydzenie, złość czy obrzydzenie. Ale to, co nam, dorosłym, może wydawać się kłopotliwe lub przerażające, dla dziecka może być zupełnie naturalne. I na odwrót. 

POLECAMY

Dzieci radzą sobie z trudnymi tematami o wiele lepiej niż nam się wydaje

Dzieci zupełnie naturalnie przyjmują informacje, o jakich mówimy w sposób wyważony, spokojny, dozując szczegóły stosownie do wieku dziecka. Nie zszokujemy siedmiolatka, jeśli opowiemy mu, że dziecko rozwija się w macicy (zamiast „w brzuchu”). Nie spowodujemy urazu, jeśli przedszkolak dowie się, że kurczak i ryba na talerzu to nie tylko nazwy przypadkowo przypominające gatunki zwierząt. Oczywiście najlepiej, jeśli takie rozmowy dozujemy i dostosowujemy do wieku dziecka. Nie chodzi o to, żeby wraz z kolejnymi urodzinami posadzić przed sobą dziecko i wprowadzać w tematy „dorosłego” świata. Porządkujmy dziecku świat krok po kroku, podążając za tym, co usłyszało, o co pyta, co widziało i czego doświadcza. Dorośli nie rozmawiają z dziećmi na wiele tematów. Coraz więcej rodziców nie czyta dzieciom bajek, w których pojawia się negatywny bohater i wszelkiego rodzaju zło – oszustwa, kłamstwo, agresja itd. Obawiają się, że taka lektura wywoła w dziecku strach bądź agresję. Zakładają z góry, że kilkulatek zacznie miewać koszmary, moczyć się w nocy. A przecież dziecko musi mieć jakiś punkt odniesienia. Żeby zrozumieć dobro, musi poznać zło. Prędzej czy później zetknie się z nim osobiście. W szkole, na podwórku. Doświadczy agresji, wyśmiania, przekleństw. Dorośli często unikają rozmów z dziećmi o złu całego świata jak długo mogą, bo chcą dzieci chronić, a przecież udawanie, że zło nie istnieje nie sprawi, że dziecko o nim zapomni czy nie doświadczy. 

Złość, agresja to pierwotne emocje, są częścią otaczającego nas świata i nie możemy udawać, że nie istnieją. One pomagają wyznaczyć dziecku granice. Podczas wojny oprócz bólu, łez i cierpienia uruchamiają się w ludziach najpiękniejsze pokłady dobra. I o tym też warto mówić. O tym, jak ludzie oddają krew, jak karmią potrzebujących, ukrywają bezbronnych ludzi niemających domów, często narażając własne życie.

Rozmawiając z dziećmi, nie musimy ich tymi rozmowami straszyć. Jeśli w spokojny sposób opowiadamy o sprawach trudnych, pokazując jednocześnie drugą stronę medalu, to wpływamy na pozytywny rozwój dziecka. Jeśli obawiamy się, że maluch zacznie za bardzo przeżywać daną historię, porozmawiajmy z nim na spokojnie np. po skończonej bajce lub zróbmy przerwę w trakcie czytania. Bardzo ważne jest obserwowanie dziecka i podążanie za nim. Podążajmy za tym, i choć będziemy mieli dosyć czytania po raz kolejny tego samego, to możliwe jest, że dziecko coś przetwarza – odrzucenie przez koleżankę, drwiny ze strony kolegów. Podążajmy za dzieckiem i jego ciekawością, ale zatrzymujmy się, kiedy dziecko nas o to prosi. Rodzice nie rozmawiają o wielu sprawach, bo boją się, iż zrobią dziecku emocjonalną krzywdę.

Obawiają się, że niektóre tematy mogą wywołać chaos i tak silne emocje u dziecka, że nie będzie mogło beztrosko żyć. Ale, paradoksalnie, taka szklana bańka, w której zamykamy dziecko, może wyrządzić mu krzywdę. Przez nią nie przenika pełny obraz świata, w którym jest i ból, i cierpienie. W konsekwencji dziecko, idąc do szkoły i stykając się z wiedzą rówieśników, przeżywa pękniecie albo nawet roztrzaskanie takiej bańki w drobny mak. Jej odłamki mogą boleśnie je zranić. Każde dziecko zetknie się z problemami dorosłych i zagrożeniami współczesnego świata. Warto, żeby było na to przygotowane, a dorośli żeby byli przygotowani na grad pytań ze strony dzieci, czasami trudnych dla nich pytań. Bo w wielu domach są tematy tabu, na które się nie rozmawia. Często jest to seks, śmiertelne choroby czy bieda. Ale tematami tabu mogą być sprawy związane z jakimś wydarzeniem, które pozostawiło w rodzicu głęboki uraz. Rodzic, który doświadczył powodzi może mieć problem z rozmawianiem na temat klęsk żywiołowych. Rodzic, który sam nie jest oswojony z danym tematem i rozmawia o nim z dzieckiem, może przenosić na dziecko swoje lęki. To, jacy jesteśmy w dorosłym życiu wynika z wielu czynników i kształtuje się właściwie od naszego poczęcia po dzień dzisiejszy. Okres, w którym mieszkaliśmy z rodzicami ma na to ogromny wpływ. Jeśli rodzice podchodzą otwarcie do sytuacji trudnych – wymagających poświęcenia, odwagi, przekroczenia własnej granicy komfortu – i starają się widzieć jasne ich strony, to z dużym prawdopodobieństwem ich dzieci będą także poszukiwały wszelkich plusów i rozwiązań. Oczywiście nie tylko zachowanie i postawa rodziców ma wpływ na dzieci. Środowisko, znajomi, szkoły, nauczyciele, układ nerwowy, geny – wszystkie te czynniki wpływają na zachowania i postawę życiową młodego człowieka. Jeżeli dziecko widzi, że rozmawiamy w sposób spokojny, bez nadmiernych emocji, paniki, krzyku czy zawstydzenia, to nie będzie się bało danego tematu.

Kiedy dziecko zadaje tzw. trudne pytanie

Dorośli bardzo różnie reagują, kiedy dziecko zadaje „trudne” pytanie. Czasami okłamują dziecko poprzez przytaczanie powiedzonek przekazywanych z pokolenia na pokolenie. To nadal jeszcze pokutujące „oświecone prawdy” w stylu: „dzieci przynoszą bociany”, „mama znalazła cię w kapuście”. Innym razem lukrują prawdę: dziadek nie umarł tylko zasnął, babcia odeszła do aniołków itd. Bardzo często rodzice starają się zagadać dziecko, znajdują gorączkowo temat zastępczy. Dziecko słyszy wtedy:  „a pokój posprzątany?”, „zamiast dopytywać, lepiej byś lekcje odrobił”, „ciekawość to pierwszy stopień do piekła”, „nie myśl tyle, bo myślicielem zostaniesz”, „książkę chcesz napisać?”. Wszystko to ma jeden cel: zgasić dziecięcą ciekawość i przełożyć niewygodną rozmowę na nieokreślone „kiedyś”. 

Robią tak, ponieważ boją się, że nie poradzą sobie z odpowiedzią lub że odpowiedź zrobi spustoszenie w dziecięcej głowie, wprowadzi chaos, dziecko zacznie teraz nieodpowiednio zachowywać się. Robią tak, ponieważ uważają, że do pewnego wieku nie powinny nic wiedzieć na niektóre tematy, np. dotyczące seksualności. Bywa też, że dorośli są zażenowani, rozmawiając na te tematy. A dziecko powinno się przede wszystkim bawić, wykonywać swoje podstawowe obowiązki i tyle. Poza tym z wieloma obecnymi dorosłymi także nikt nie rozmawiał na wiele tematów, kiedy byli dziećmi, a komunikat przekazany w inny sposób brzmiał: na te tematy się nie rozmawia. I dziś sam nie potrafi rozmawiać o seksie z własnym dzieckiem. Jedną z barier na drodze do swobodnej rozmowy z dzieckiem na tzw. dorosłe tematy jest fakt, że rodzice nie zaszczepili w nas samych potrzeby prowadzenia takich rozmów. Wielu współczesnych rodziców to przedstawiciele pokolenia, do którego nagminnie mawiano: „dzieci i ryby głosu nie mają” oraz „co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”. Powielają zatem schematy wyniesione z domu, wmawiając sobie, że nie ma sensu omawiać z sześciolatkiem niepełnosprawności czy kataklizmów, bo jest na to za mały, bo i tak niewiele z tego zrozumie, bo jeszcze zdąży się naoglądać w życiu biedy, przemocy, niesprawiedliwości społecznej. Ale nie wolno pozostawiać dziecka bez odpowiedzi na pytania, z jakimi do nas przychodzi. A jeszcze gorsze w skutkach może okazać się lukrowanie prawdy, które wytwarza w nim zakrzywiony obraz rzeczywistości, i w momencie odkrycia stanu faktycznego całkowicie podważa autorytet rodzica, narusza fundamentalne zaufanie do niego i poczucie bezpieczeństwa. Pamiętajmy, że żadna forma obrony przed szczerą, zaspokajającą ciekawość dziecka rozmową nie jest dla niego dobra. Musimy mieć świadomość, że malec prędzej czy później pozyska wiedzę na nurtujący go temat lub rówieśnicy go zaskoczą. Przeczyta nagłówki w gazetach czy zobaczy wiadomości. Poza tym musimy pamiętać, że zderzenie z rzeczywistością może być brutalne. Kiedy dziecko jedzie na obóz czy wychodzi na podwórko, a starszy kolega w telefonie pokaże dziecku film pornograficzny, to dziecko może przeżyć szok. Oczywiście takich sytuacji nie unikniemy nawet w domach, w których swobodnie rozmawiamy z dziećmi na różne tematy, ale wtedy dziecko nie będzie czuło lęku, aby pójść do rodzica i powiedzieć, co się stało. Będziemy mogli zareagować, interweniować.

W domach, w których dziecko wie, że są tematy, których nie można poruszać, będzie z tak trudnym, szokującym doświadczeniem samo. Może to źle wpłynąć na jego psychikę. 

Nie chodzi o to, żeby wraz z kolejnymi urodzinami posadzić przed sobą dziecko i wprowadzać w tematy „dorosłego” świata. Porządkujmy dziecku świat krok po kroku, podążając za tym co usłyszało, o co pyta, co widziało i czego doświadcza. 

 

Kiedy dziecko wyczuje lęk rodzica

Każdy z nas ma pewne tematy, na które niechętnie rozmawia. Tylko że to jest nasz problem. Jeżeli pewne pytania, sytuacje wywołują w nas zawstydzenie, lęk czy złość, to nie wolno nam rozładowywać tego napięcia na innych, na dzieciach. To my musimy sobie najpierw poradzić z sytuacjami wywołującymi w nas silne emocje. Jeżeli w naszym rodzinnym domu nie rozmawiało się na temat seksu i do dziś jest to temat tabu, a my wiemy, że nasza córka ma już 9 lat i przydałoby się w końcu co nieco wyjaśnić, a paraliżuje nas lęk, że później dziecko „wygada się babci” i dalej odwlekamy rozmowę, to nie jest to dobra droga. Dziecko i jego pytania mogą być dla nas samych rozwojowe. Jeżeli podejmiemy świadomie wyzwanie i pokonamy własny lęk, przyniesie to korzyść dla wszystkich. Jeżeli napięcie przed rozmową jest duże, to zwyczajnie do tematu trzeba się przygotować. Zastanowić się, co jest dla mnie trudne i dlaczego. Zapytać żonę/męża/partnera lub znajomego rodzica. Porozmawiać, jak oni sobie poradzili z tematem. Poszukać książek, pomysłów na rozmowę. Nie szukać w głowie najgorszych scenariuszy, a właśnie tych dobrych. Jest bardzo dużo książek psychoedukacyjnych, kursów dla rodziców. Warto korzystać z takiej pomocy, dla dobra dzieci i nas samych. Oczywiście, gdy chcemy posiłkować się zasobami Internetu, to w pierwszej kolejności przesiewany informacje bez obecności dziecka. Lepiej opowiedzieć dziecku o głodzie w Afryce czy biedzie w Indiach, aniżeli epatować zdjęciami, na których dzieci wyglądające niczym żywe szkielety wyciągają rękę po kromkę chleba albo leżą nago w chacie z kartonów, przy której niejedna psia buda wydaje się przybytkiem luksusowym. Niech dziecko samo stworzy w głowie obraz danej sytuacji. Będzie on wówczas współmierny do tego, co jest na danym etapie rozwoju w stanie przyswoić i podźwignąć. Natomiast zdjęcia dotyczące niepełnosprawności możemy, a nawet powinniśmy dziecku pokazywać. Nie będzie zaskoczone, kiedy zobaczy na ulicy czy w szkole dziecko na wózku inwalidzkim czy niewidomą osobę. 

Jak rozmawiać na poważne tematy?

Przede wszystkim po prostu rozmawiać. Zawsze lepiej jest dla dziecka, jeśli to od rodzica usłyszy nawet o tych najtrudniejszych sprawach, niż miałoby się później dowie...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "Doradca w Pomocy Społecznej"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • pełen dostęp do archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy