Dołącz do czytelników
Brak wyników

Z praktyki pracownika

23 lipca 2018

NR 56 (Lipiec 2018)

Rodzina w procesie resocjalizacji
– dziecko w zakładzie zamkniętym

0 84

Agresja oraz podyktowane nią nieakceptowane społecznie zachowania u dzieci i młodzieży są wynikiem głębokiej frustracji potrzeb. Oziębłość emocjonalna, obojętność, brak zainteresowania, brak zakreślonych granic, wreszcie stawianie zbyt wygórowanych oczekiwań i działania nacechowane przemocą w sposób nieunikniony prowadzą do kłopotów wychowawczych, również tych skrajnych, jakimi są problemy z prawem.

Złość o różnym natężeniu staje się uczuciem coraz częściej spychanym na margines świadomości. Pod jej wpływem można powiedzieć „o słowo za dużo”, „zrobić coś, czego będzie się później żałowało”. Nadmierna ekspresja nie przystoi osobom kulturalnym, takim, które potrafią nad sobą panować. Wściekłość, pasja, furia są wstrętne, niegodne, odrażające. Kojarzą się z awanturami, bijatyką, tłuczonymi talerzami, wewnętrznym chaosem i dosadnymi wypowiedziami skonstruowanymi naprędce po to, by wyrządzić krzywdę jednostce uznanej za przeciwnika. Czy ktoś „normalny” rozbija swój dobytek w chwilowym szale? Wrzaski, krzyki, groźby mające na celu rozładowanie napięcia wydają się być również bardzo nieasertywne. Podobnie jest z irytacją. To nieco łagodniejszy odcień złości. Też za bardzo nam się nie podoba. Łatwo tracimy wtedy cierpliwość, stając się mniej wyrozumiali. Coś nas uwiera, drażni, przeszkadza, a fałszywie udając, że nic się nie dzieje, nie jesteśmy w stanie odnaleźć prawdziwej przyczyny tego stanu. Do rozmów, które prowadzi zirytowana osoba, wkradają się drobne złośliwości, staje się ona ironiczna i choć bardzo stara się zachować spokój, jej słowa kłują boleśniej – jak drobne, trudne do dostrzeżenia szpilki, niby niechcący rozsypane na wygodnej kanapie. Zdenerwowanie kojarzy się ze stresem. Denerwujący jest dzieciak hałasujący piętro wyżej, zbyt głośno grający telewizor w drugim pokoju, wyprowadza z równowagi konfliktowa sytuacja w pracy, której szef nawet nie próbuje rozwiązać. Wobec faktów, które trudno jest zmienić czujemy niemoc, a to pogłębia przykry stan emocjonalny. Przecież nie można odebrać małemu sąsiadowi zabawek, ściszyć telewizora niedosłyszącej babci czy oskarżyć szefa o zaniedbania i brak dobrej organizacji. 
Złość zalicza się do mało przyjemnych stanów emocjonalnych i jeszcze nie tak dawno mówiono o niej jako o uczuciu negatywnym. Na szczęście to spojrzenie się zmienia, ewoluuje, rzucając na ten stan nieco jaśniejsze światło. Dzięki wzburzeniu stajemy się czasem bardziej zaradni, wzrasta możliwość poszukiwania dobrych dla nas rozwiązań, mamy więcej siły do pokonania przeszkody lub stawienia czoła osobie, która nam zagraża. Wreszcie, dzięki zdrowemu ładunkowi agresji jesteśmy w stanie obronić się i przetrwać sytuację kryzysową. Mimo to złość nadal wydaje się często zbyt niebezpieczna, niekonstruktywna, nieskoordynowana i zbyt łatwo wymykająca się spod kontroli. Tłumimy ją zatem u małych dzieci. Kiedy się złoszczą, zostają skarcone za złe zachowanie. Rodzice słyszą w przedszkolu, że ich pociecha sprawia kłopoty i powinni „coś” z tym zrobić, tylko nie bardzo wiadomo co. W takich sytuacjach dorośli zaostrzają rygor, stają się bardziej krytyczni, co jedynie pogłębia trudności. Uczeń, który ulega złości, postrzegany jest nie jako młody człowiek potrzebujący pomocy, ale problem, który wzbudza jawną niechęć. Postawa przeciw uczuciu złości i spowodowanej nią agresji wydaje się być „humanistyczna”. Współcześni ludzie nie chcą przecież, by inni cierpieli, bo jednostka zachowuje się w sposób niepożądany i nieakceptowalny. Wszyscy powinni być dla siebie mili, grzeczni, uprzejmi, jednak taki idealny, wyobrażony stan rzeczy nie leży w ludzkiej naturze.

Listę zasad dla tworzenia mocnej i mądrej rodzicielskiej więzi można przekazywać opiekunom mającym trudności wychowawcze. Warto też dzielić się dobrą książką o tematyce psychoedukacyjnej. Dorośli ludzie, zwłaszcza o konserwatywnych poglądach, mają raczej tendencję do uznawania rad zawartych w czasopismach i lekturach, niż tych serwowanych bezpośrednio przez profesjonalistów od pomagania.


Złość jest wynikiem frustracji – już niemowlę płacze coraz głośniej, kiedy jego wołanie jest ignorowane, dwu-, trzyletnie dziecko w rozdrażnieniu rzuca swoimi zabawkami, przedszkolak zaczyna wyładowywać swe uczucia na rówieśnikach. Kiedy dorasta i jego potrzeby wynikłe z bycia dzieckiem nadal pozostają niezaspokajane, zaczyna przysparzać coraz większych kłopotów. Sfrustrowani nastolatkowie są dyskryminowani, otrzymują gorsze oceny, są źle traktowani przez kadrę pedagogiczną. Ciągła krytyka, jakiej są poddawani, powoduje obniżenie poczucia własnej wartości, bunt, wyobcowanie, mniejsze możliwości osiągnięć szkolnych, moralną izolację podyktowaną m.in. przez zazdrość odczuwaną wobec kolegów i koleżanek, którym wiedzie się lepiej. Agresja osób dopiero wkraczających w życie ma to do siebie, że gubi odpowiedni kierunek. Można być wściekłym na rodziców, że są zbyt surowi, posługują się przemocą, myślą schematami lub zajęci są tylko pracą, własnymi sprawami, piciem alkoholu. Za nie swoje winy obrywa jednak całe otoczenie. Złość odreagowuje się tam, gdzie jest łatwo. Dorośli czynią zresztą podobnie. Można zgnieść puszkę, kopnąć butelkę, rozbić szybę sklepowej witryny, okraść starszą panią lub uderzyć słabszego kolegę. Znacznie trudniej „przywalić” przemocowemu ojcu lub zarzucić coś matce wyglądającej na zbyt zmęczoną, by doglądać emocjonalnych spraw swych dzieci. Dobre rozumienie swego gniewu wymaga dojrzałości, dotarcia do źródeł osobistej frustracji, dokonania zmiany w sobie, a czasem kiedy dotyczyć ma ona osób postronnych – uznania, że jest niemożliwa dopóki same jej nie zapragną. W optymalnych warunkach rodzinnego ciepła, uznania i akceptacji mali, rozwijający się ludzie potrzebują lat całego dzieciństwa, by dobrze pojąć swą emocjonalność. Nie wszystkim się to udaje.

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Nie jest tajemnicą, że dzieciaki trafiające do ośrodków resocjalizacji pochodzą często z rodzin dysfunkcyjnych. Charakterystyczne są skrajne problemy finansowe w domu, długotrwałe bezrobocie i bierność w zaspokajaniu potrzeb przez osoby dorosłe, których zadaniem jest jednocześnie wychowywanie swych pociech. Osoby te tracą zwykle kontakt z rzeczywistością, przesiadują przed telewizorem i wydaje im się, że to inni powinni zadbać o ich niezwykle ograniczone potrzeby. Ponieważ nie powiodło im się w życiu, są tak skupieni na własnych bolączkach, że nie są w stanie dostrzegać trudności swych bliskich, także tych, za których stając się rodzicami, są odpowiedzialni. Frustracja opiekunów rzutuje na stan psychiczny dziecka. Pragnie ono dla siebie czegoś więcej, jednak nie zna konstruktywnych metod zdobywania tego, na czym mu zależy. Wykazuje znaczne trudności w kontaktach interpersonalnych – ponieważ nie otrzymuje uwagi z ważnego źródła, czuje się kimś niegodnym zainteresowania. Łatwo wtedy o niezbyt zaszczytną pozycję w sprawiającej problemy wychowawcze grupie rówieśniczej, np. „chłopca na posyłki”.
W innych przypadkach rodzice (bądź jeden z nich) doświadczyli konfliktu z prawem lub notorycznie działają w sposób je łamiący. Naturalnie, nastolatek o takich wzorcach podąża ścieżką łatwych rozwiązań, idąc na skróty trafia do ośrodka zamkniętego. Co gorsza, rodzina nie uznaje tego za dramat. To bowiem normalna kolej rzeczy – pogwałcenie zasad sprawia, że czasem nie udaje się unikną...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "Doradca w Pomocy Społecznej"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • pełen dostęp do archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy