Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdaniem psychologa

16 marca 2022

NR 88 (Luty 2022)

Bezdomność. Życie, uzależnienia i przemoc

0 640

Bezdomni – ludzie wyrzuceni poza społeczny nawias. Kolokwialnie mówi się o nich „trolle”. Ich widok budzi skrajne emocje: wstręt, pogardę, obrzydzenie, niechęć, współczucie, litość, poczucie, że życie nie jest sprawiedliwe.

Pasażerowie odsuwają się od nich w autobusie, w pociągu, przechodnie na ulicy nie chcą mieć z nimi nic wspólnego. Porządni, zabiegani, zapracowani, żyjący w stałym pośpiechu unikają ich zaczepek, próśb, nagabywania. Nie zamierzają angażować się w sytuację, która zdaje się być beznadziejna. Boją się napaści, kradzieży, chorób i pasożytów. Trudno jest odmawiać osobie w skrajnej sytuacji. Jednocześnie nie bardzo wiadomo, jak pomóc, by nie pogłębić problemów. Niektórzy wolą myśleć, że bezdomnym jest się z wyboru, próbują usprawiedliwić ludzkie nieszczęście. Niestety, sytuacje zaniedbanych osób napotykanych na ulicy są bardzo wielowątkowe i nie da się ich wyjaśnić jedną podjętą decyzją. Podobnie jak do powstania przewlekłej choroby przyczynia się zwykle wiele składowych: uwarunkowania genetyczne, prowadzony tryb życia, styl odżywiania, umiejętność radzenia sobie ze stresem, wpływ środowiska i określone koleje losu, tak i bezdomność nie ma jednego podłoża, a warunkuje ją mnóstwo determinantów.

POLECAMY

Bezdomność i uzależnienie – jak do tego dochodzi?

Następuje życiowy kryzys i coś ważnego nagle zmienia się na niekorzyść: osoba traci dobrą pracę, choruje, ulega wypadkowi, czasem rozpada się rodzina, umiera lub odchodzi ktoś bliski. Do drzwi puka osamotnienie, gościnnie wpada smutek i poczucie pustki. To trio pozostaje na dłużej i panoszy się tak bardzo, że nie sposób z nim wytrzymać. Z powodu braku konstruktywnych pomysłów na radzenie sobie ze stresem i stratą, a także w związku z ogromnym cierpieniem, człowiek zaczyna sięgać po alkohol. Zdaje sobie sprawę z tego, że jego życie rozpada się na kawałki. Bywa, że w ten sposób chce się ukarać za zdarzenia, których czuje się winien. Dawni znajomi, dalsza rodzina odwracają się: w końcu jak długo bez konsekwencji można łamać obietnice, zawodzić tych, którzy darzyli niegdyś bezinteresowną sympatią i starali się pomóc. Alkohol zaczyna zajmować centralną część wszystkich potrzeb, a prośby o zachowanie trzeźwości puszczane są mimo uszu, postrzegane jako niewykonalne. Kochani, lubiani, szanowani, cenieni ludzie znikają z życia, a ich miejsce zajmuje nałóg i nowi koledzy. Oni niczego nie wymagają – niczego, co byłoby trudne – są prości w obsłudze, bo wystarczy pożyczyć im forsę, polać czy postawić, by byli zadowoleni. Dzięki nim łatwiej usprawiedliwić swoje zachowanie: „wszyscy piją”. Jeśli człowiek żył wcześniej na dobrym poziomie, ma nawyki, których trudno się pozbyć: zamawia drinki w wystawnej knajpie, zamawia taksówkę, by wrócić do domu. Wydatków powodowanych uzależnieniem jest niewiarygodnie dużo. W takiej sytuacji i z obecnymi „przyjaciółmi” stracić dach nad głową to już bułka z masłem. Środki rozchodzą się w mgnieniu oka, niezauważalnie dla ich posiadacza, który wkrótce znajduje tylko pusty portfel. Stała, przynosząca pewny dochód praca i systematyczne picie często się wykluczają: szef wymaga, a uzależniony wciąż myśli tylko o butelce. Tym ludziom przestaje być razem po drodze. Rodzina nie chce żyć z osobą, która niszczy samą siebie, rani bliskich i za nic ma to, co wspólne. W konsekwencji chory, który odmawia leczenia, musi odejść z domu. Wiele osób bezdomnych to ofiary wielkich przemian gospodarczo-politycznych, które miały miejsce na przełomie lat 80. i 90.

Wielka alkoholowa wyprzedaż

Bywa i tak, że alkoholowe wydatki są tak pochłaniające dla finansów, że człowiek pijący popada w długi i doświadcza eksmisji lub też sam decyduje się sprzedać mieszkanie, a tracąc pieniądze, szybko znajduje się na ulicy. Nałóg sprawia, że to, co w życiu ważne, traci swój priorytet. Dla wódki można sprzedać ulubioną zabawkę syna, pozbyć się zegarka po dziadku, upłynnić cenne zasoby rodzinne. Uzyskanych środków zdaje się być dużo, wystarczająco, by swobodnie folgować sobie przez dłuższy czas. Rachunki, opłaty pijącego nie dotyczą, jednak długi są tym, co znacząco hamuje motywację do wychodzenia z kryzysu bezdomności.

Inne przyczyny

Żyjąc w społeczeństwie, stosuje się uproszczenia i podziały. Są ludzie zamożni i biedni, wykształceni i bez dyplomów wyższych uczelni, biało- i ciemnoskórzy, rodacy i cudzoziemcy. Łatwo identyfikować się z daną grupą. Tak samo dzieje się w przypadku bezdomności. Niemal zawsze są my i oni: my – porządni ludzie, oni, których życie wykoleiło. Kryzys jest jednak tym, co nas zaskakuje i potrafi całkowicie wytrącić z życiowej równowagi. Wielu z tych, którzy żyją na ulicy, nie podejrzewało, że ich los potoczy się w taki sposób.

– Pan Edzio –

Mężczyzna wygląda na starca, jednak ma niewiele ponad 40 lat. Obserwatora myli długa siwa broda i ogorzała cera. Skóra na rękach pana Edzia jest popękana i pełna strupów. Kiedyś mieszkał w Łomiankach i nosił drogie ubrania, do czego nie przywiązywał wagi. Nie pracował ze względu na duże rodzinne zasoby. Żył trochę w oderwaniu od rzeczywistości, bo nie musiał się o nic martwić. Dużo czytał i kształcił się jak przystało na człowieka ciekawego świata. Wszystko zmieniło się nagle po śmierci mamy, kiedy okazało się, że sprawy spadkowe nie zostały należycie uregulowane. Strata kochanej osoby sprawiła, że pan Edward się załamał. Bliscy, z którymi wcześniej spotykał się podczas różnych uroczystości, zajęli dom i wyrzucili go na bruk z jedną walizką. To, co miał przy sobie, wystarczyło na parę nocy w hotelu. Myślał, że to jakaś wielka pomyłka i sprawa szybko się wyjaśni. Tak się jednak nie stało. Wszystkie drzwi okazały się zamknięte. W kryzysie pomocną dłoń podały mu inne osoby bezdomne. Kiedy strażnik metra nakazał opuszczenie stacji, otrzymał zaproszenie na ogródki do rozpadającej się rudery. Dzięki temu nadal żyje. W przeciwnym razie zamarzłby jeszcze tamtej nocy nie mogąc znaleźć innego schronienia.

Choroby psychiczne

Znaczną część bezdomnych stanowią osoby zaburzone. Wedle szacunków specjalistów nawet do 30% tej grupy to chorzy potrzebujący specjalistycznego wsparcia lub/i leczenia. Każdy ma prawo do podejmowania własnych decyzji, a korzystanie z pomocy medycznej jest na szczęście dobrowolne. Jednak osoby po długotrwałych, czasem wielomiesięcznych pobytach szpitalnych zwyczajnie nie są gotowe do samodzielnego ogarniania swoich spraw. Kiedy wracają w środowisko, tracą kontakt z terapeutą. Nie dysponują środkami, by uzyskać wsparcie wykwalifikowanego opiekuna. Z różnych względów przestają brać leki. Nie ze złej woli, po prostu zapominają o opłaceniu rachunków. Unikają urzędów, bo nie rozumieją, czego się od nich wymaga. Z racji choroby są w grupie podwyższonego ryzyka uzależnień. Osamotnienie i niska życiowa zaradność sprawiają, że tracą dach nad głową. Bywa, że z racji oczekiwań stawianych przez bliskich są zmuszeni do dokonywania wyborów, które są sprzeczne z ich interesem. Choroba psychiczna oraz podwójna diagnoza bardzo utrudniają wychodzenie z bezdomności.

– Baton –

Wiek średni, ok. 40 lat. Pochodzi z zamożnej rodziny, jak mówią, posiadającej sieć dobrze prosperujących cukierni. Bliscy stosunkowo często próbują znaleźć go na dworcu, jednak on się przed nimi skutecznie ukrywa. Ucieka i znika, kiedy tylko dowie się o ich pojawieniu. Często mówi do siebie, szybko i chaotycznie, w emocjach mocno gestykulując, wylewa z siebie potok słów, którego sensu nie sposób uchwycić. Zaczepia ludzi prosząc o jedzenie lub picie, a zdarza się, że potrzebuje tylko porozmawiać. Po alkohol sięga sporadycznie. Ze względu na zaburzenia zdrowia psychicznego, osoby z rodziny próbowały zmusić go do poddania się leczeniu, jednak on źle znosił leki i nie chciał przyjmować ich ze względu na skutki uboczne – otępienie, jakie odczuwał w trakcie ich stosowania, nie pozwalało mu myśleć.

Niepełnosprawność bez orzeczenia

Czynnikiem marginalizującym jest również niepełnosprawność. W wielu środowiskach nadal nie diagnozuje się deficytów poznawczych, zwłaszcza jeśli upośledzenie nie jest głębokie, a osoba nie wykazuje trudności ruchowych. Zdarza się, że człowiek z lekką niepełnosprawnością intelektualną zostaje sam, bo chorują bądź odchodzą jego opiekunowie. Otoczenie, w którym przebywa od lat, nie zawsze jest uczciwe. Zdarza się wtedy, że osoba jest bezkarnie okradana przez rodzinę i sąsiadów. Ludzie wykorzystują jej ufność, naiwność, przejmując majątek, a niepełnosprawny nawet nie wie, gdzie szukać pomocy. Nim zorientuje się, co się dzieje lub ktoś mu to uświadomi, bywa za późno na skuteczną interwencję.

– Pietrek –

Pan Piotr przyjechał „sam nie wie skąd”. Wcześniej mieszkał na wsi, ale po zbiorach czereśni ciotka nagle kazała mu się wyprowadzić, dając jedynie bilet na PKS i parę ubrań na zmianę. Z natury spokojny i uległy nie przewidział konsekwencji, nie kłócił się ani nie protestował, tylko wsiadł do autobusu. W wielkim mieście włóczył się i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Spał na ławkach, bo szczęśliwie trwało ciepłe lato. Jedzenie znajdował w śmietnikach i jakoś to było. Problem zaczął się dopiero jesienią. Trafił na spokojne osiedle, a ponieważ był duży i silny przypadkowo został poproszony o pomoc. Starszy dozorca nie dawał rady z wyniesieniem ciężkich przedmiotów do śmietnika. Kiedy poznał sytuację młodego mężczyzny – zaproponował stałą współpracę. Za ciepłe jedzenie, parę złotych kieszonkowego oraz możliwość noclegu w ciepłej piwnicy pan Piotr pomaga mu w obowiązkach.

Uzależnienie i autodestrukcja

Osobie bezdomnej towarzyszy stały, codzienny brak nadziei na możliwość zmiany, poprawy swojej sytuacji. Skutkuje to bezsilnością i pogłębianiem już istniejących problemów. Robi się wszystko, by uśmierzyć ból, oszczędza się na jedzeniu, a w zamian sięga po najtańsze, dostępne środki odurzające, a nawet alkohol nieprzeznaczony do spożycia. Jest wiele zatruć, nieszczęśliwych wypadków, śmierci. Ale po części taki jest cel – by się upodlić, zatracić się i przestać myśleć o tym, jak bardzo jest źle… Błędne koło: im jest gorzej, tym gorzej ma być. Osoba widzi się na dnie i przeżywa koszmar, dotkliwie odczuwa zimno i mróz, jest głodna, nie ma perspektyw, by o siebie zadbać, o własną higienę, wygląd zewnętrzny, zdając sobie przy tym sprawę z realiów 21 wieku: centralne ogrzewanie, ciepła woda w kranie, towary dostępne na sklepowych półkach, dobrze zaopatrzone apteki. Negatywne przekonania na temat swojej osoby („nie radzę sobie”) wzmacniane są przez krytyczny osąd otoczenia. Nie ma szacunku dla samego siebie, bo nie mają go inni. Własne zdrowie i życie nie jest nic warte. Dla nikogo nie jest się ważnym. Pojawia się chęć skończenia ze sobą, dotarcia do finału koszmarnego losu. Ostateczne zdarzenia z udziałem osób bezdomnych zwykle nie są przypadkowe. Niedostatek sensu, brak dobrych perspektyw, brak powodów do radości, czasem tęsknota za bliskimi sprawiają, że śmierć jest oswojona – w środowisku osób bez dachu nad głową ciągle ktoś odchodzi.

Fałszywi bezdomni

Niektórzy udają bezdomnych, by coś zyskać. Nie przywiązują wagi do wyglądu zewnętrznego, który jest mylący dla postronnego obserwatora. Identyfikują się z grupą ze względu na skłonność do alkoholu lub mają w niej znajomych. Chętnie włóczą się i przebywają w środowisku dla zabicia czasu. Ze względu na posiadanie stałego dochodu (np. renty) niejednokrotnie stać ich na wynajem lub mają własne lokum, do którego mogą bez obaw wrócić na noc czy schronić się w razie niesprzyjającej pogody. Podobnie jak osoby w znacznie gorszej sytuacji, proszą przechodniów o pomoc, zbierają pieniądze, zaczepiają.

– Spalony –

Mężczyzna, którego wiek trudno jest określić. Zadbany, czysty. Zdecydowanie nielubiany w środowisku. Określany jako: „bezczelny”, „inteligentny”, „wredny, prowokacyjny”, „ma się za lepszego”, „traktuje ludzi przedmiotowo, instrumentalnie, wykorzystuje...”, „nie zawiera przyjaźni, krzywdzi i obraża”, „nikogo nie szanuje”. Zraża do siebie osoby, które przebywają z nim dłużej. Gdyby opierać się na relacjach, można by powiedzieć, że to typ antyspołeczny. Bywalec dworca. Jego twarz pokrywają blizny. Jak deklaruje, znaczną część ciała również. Codziennie pojawia się i rzekomo zbiera pieniądze na operację poparzonej skóry. Przypadkowe osoby współczują i przekazują mu środki, również walutę przygotowaną na zagraniczny wyjazd. Mężczyzna jest dumny ze swojego sposobu zarobkowania, mówi, że pracuje tylko do południa i mieszka w hotelu. Chełpi się, że podczas swojego krótkiego czasu bytności na dworcu jest w stanie zgromadzić dużo więcej środków niż pracownicy dworca, spędzający tam niejednokrotnie ponad dwanaście godzin. Nie pije. Zasłyszana wielokrotnie historia tego człowieka jest bardzo poruszająca, choć nie sposób jest ją zweryfikować: ponoć zgwałcił dziewczynkę, której ojciec podpalił go, usiłując zabić. Bestialska kara za okrutne przewinienie.

Przemoc i prawo pięści

Związek pomiędzy gotowością do łamania prawa a życiem na ulicy jest jak sznur, który ma dwa zapętlające się końce. Osoby, nawykłe do przebywania w zamknięciu, po odbyciu wyroków w zakładach karnych, często nie potrafią odnaleźć się w życiu na zewnątrz. Nie mają gdzie mieszkać ani do kogo się zwrócić. Nie radzą sobie z obowiązkami i zaspokajaniem własnych, podstawowych potrzeb. Czasem nie potrafią sobie wybaczyć lub za kimś tęsknią i w związku z tym są w złym stanie emocjonalnym, co pogłębia trudności w znajdowaniu powszechnie stosowanych, uczciwych rozwiązań. Z drugiej strony braki w umiejętnościach, deprymujące środowisko, frustracja, głód, przymus związany z nałogiem nie raz skłaniają do wybrania drogi przestępstwa. Wśród bezdomnych tworzą się gangi z nieformalnym, ale mocnym przywództwem. Wielu z nich ma za sobą dłuższy bądź krótszy pobyt w zakładzie karnym. Czasem przejmują pustostan, by ogrzać się i poimprezować. Kiedy jest to możliwe – zostają na dłużej. Bywa, że coś ukradną. Zdarza się, że ściągają haracz od tzw. przyjezdnych, czyli osób z nimi niezwiązanych. Siłą wymuszają posłuszeństwo, traktując w rezultacie swoich jak zwierzęta, które można poddać tresurze, wykorzystując do tego pięści.

– Monika –

Była kobietą sukcesu, miała dobrą pracę i męża na wysokim stanowisku. Jej małżeństwo i sielskie życie posypało się, kiedy raz jedyny dopuściła się zdrady. To było na wyjeździe integracyjnym. Zbajerował ją młodszy kolega, kiedy trochę za dużo sobie popiła i straciła kontrolę nad tym, co działo się wokół. Ktoś zrobił zdjęcie no i wszystko się wydało. Na szczęście, tak myślała, mąż wykazał dobrą wolę, nie zażądał rozwodu i obydwoje zdecydowali, że chcą ratować małżeństwo. Ich relacja nie była już jednak taka sama. On przestał wracać do domu, ona wciąż czekała ze stygnącą kolacją. Samotnie opróżniała butelki wykwintnego wina otwieranego na specjalną okazję, jaką miał być posiłek we dwoje. Potem mąż oznajmił jej, że kogoś ma. Ujęła się honorem i zniknęła. Okazało się, że nikt jej nie szuka i nie ma dokąd wracać. Została na ulicy. Po jakimś czasie dowiedziała się, że sytuacja z młodszym kolegą była prowokacją męża, który chciał oczyścić się z własnych przewinień. Pani Monika przebywa w okolicach dworca, przewodzi grupie bezdomnych i siłą wymusza posłuszeństwo. Zapewnia, że można do niej zwrócić się, kiedy troll łamie zasady. Jak deklaruje, sprawę załatwia szybko, a „fikający”, unikający podporządkowania osobnik, jest na drugi dzień tylko lekko poobijany: „z nimi trzeba bez ceregieli!” Pytana o dom, mówi, że jest on tam, gdzie rzuci swój śpiwór.

Narkotyki

Osoby trafiają na ulicę z powodu uzależnień. Bywa też odwrotnie – zaczynają korzystać z używek, ponieważ znalazły się w określonym środowisku. Życie ludzkie kreśli rozmaite, dramatyczne scenariusze, jednak wspólnym mianownikiem niemal zawsze jest osamotnienie, brak dobrych, opartych na życzliwości i zaufaniu relacji w rodzinie, niejednokrotnie bywa to doświadczenie różnych form przemocy. Określona kultura „ćpania” dotyczy zwykle osób dojrzewających, młodych, bez życiowych doświadczeń pozwalających na weryfikowanie serwowanych przez rzekomą alternatywę idei. Ułuda wolności, upatrywana możliwość ucieczki od opresyjnego, spaczonego, zdehumanizowanego systemu i obietnica egzystowania na własnych warunkach, wzmacniane przez chemiczną przyjemność sprawiają, że młodzież łatwo poddaje się destrukcyjnym wpływom i chętnie łamie społeczne zasady np. zaniedbując obowiązki szkolne, uciekając z domu. Następnie, podyktowane systematycznym korzystaniem z substancji psychoaktywnych zmiany poznawcze, zmiany w obrębie odczuwania emocji, zmiany w zakresie i priorytecie potrzeb sieją spustoszenie na tyle wielkie, że powrót do dawnego życia zdaje się nie tyle niechciany, co niemożliwy do zrealizowania.

– Marzenka –

Młodziutka. Kręci się wokół dworca i okolicznej galerii handlowej. Ma polepione, czarne włosy z odrostami i znoszone ubrania. Jej ciało jest wychudzone, zniszczone, mimo to jest nadmiernie aktywna, pobudzona. Opowiadają, że czasem znika na jakiś czas, a kiedy wraca, jest w jeszcze gorszym stanie. Odmawia kontaktu i jedzenia, twierdzi, że nic nie potrzebuje. Na dworzec często przyjeżdża jej matka i siostra, zwykle pojawiają się osobno. Mówią ze wschodnim akcentem i chcą ją zabrać do domu. Dziewczyna zawsze im odmawia, wyrywa się. Matka opowiada, że Marzenka uczyła się w szkole muzycznej i jest bardzo utalentowana. Ma dla niej plan ratunku, chce znaleźć kogoś, kto zgodzi się ją porwać i wywieźć na Ukrainę. Podobno tam są ośrodki, w których leczą uzależnionych, nawet osoby pełnoletnie bez formalnej zgody na udział w terapii.

Młodość na ulicy

Młodzi bezdomni mają po 18 – 25 lat. Mimo krótkiego życia doskonale wiedzą, co to głód, cierpienie i samotność. To ludzie w kryzysie. Czasem ten kryzys trwa „od zawsze”, odkąd pamiętają, nie mają stałego miejsca pobytu. Żyją jak na walizkach, pozbywają się rzeczy, które inni gromadzą i uznają za bezcenne pamiątki: zdjęcia, zeszyty szkolne, ubrania. Cały dobytek noszą na sobie. A wszystko po to, by ich bagaż był jak najlżejszy. Za trudne uznają zwracanie się o pomoc. Nieraz spotkali się z odrzuceniem w chwili, gdy najbardziej potrzebowali wsparcia. Mają w zasobie swych doświadczeń wiele lekceważących spojrzeń, kategorycznych słów odmowy, bagatelizowania ich sytuacji i stanu emocjonalnego. Ludzie, ci zwykli, posiadający pracę, mieszkanie na kredyt czy dom odziedziczony po dziadkach zwykli mawiać: „wystarczy wziąć się w garść”, „jesteś młody, jeśli tylko będziesz chciał – znajdziesz pracę, wynajmiesz coś i wszystko się ułoży”. Czy to takie proste? Osoby młode żyjące na ulicy nie mają najczęściej bliskich, którym byliby w stanie zaufać. Brakuje im kwalifikacji, a ze względu na określony tryb funkcjonowania ich zdrowie jest nadwątlone i w związku z tym nie są w stanie podjąć pracy fizycznej. Niskopłatne zatrudnienie nie dostarczy wystarczających środków, by wynająć choćby mały pokój i wyżyć przez miesiąc. Ponadto nie da się mieć stałej pracy bez adresu – kiedy każda kolejna noc jest niewiadomą, nie ma gdzie się przebrać, umyć, wypocząć i żyje się w ciągłym strachu powodowanym przez niepewność tego, co przyniesie następny dzień. Mimo wszystko, osoby dopiero wkraczające w dorosłość, które nie mają do dyspozycji nawet pokoju dzielonego z rodzeństwem, nawet własnego łóżka, czy pościeli i kołdry, by okryć się w razie zimna, próbują sobie radzić. Zawierają znajomości, koczują w domach bliższych lub przypadkowo napotkanych osób, bywa, że chcąc się ogrzać i poczuć bezpiecznie trafiają w miejsce, gdzie spotyka je krzywda, są wykorzystywane i doświadczają przemocy. Spędzają noce w lesie, w komunikacji miejskiej. Nie chcą korzystać z pomocy systemowej: unikają smrodu i robactwa w noclegowniach, boją się wymagań, tego, że kogoś zawiodą oraz rozczarowania samego siebie szansą, której nie zdołają wykorzystać. Pewnym rozwiązaniem jest...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "Doradca w Pomocy Społecznej"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • pełen dostęp do archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy