Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdaniem psychologa

16 marca 2022

NR 88 (Luty 2022)

Asertywność w rodzinie

0 327

Asertywność to dla rodziców kontrowersyjny, grząski temat. Budzi emocje i dość często postrzegany jest zero-jedynkowo, skrajnie. Psychologowie są przekonani, że taka postawa służy wartościom osobistym, budowaniu dobrych, bezpiecznych relacji z otoczeniem i – co ważne – pozwala na wypracowanie prawidłowego wzorca postępowania. Niestety, asertywność bywa identyfikowana również z egoizmem i bezwzględnym stawianiem siebie na pierwszym miejscu. Często nie wiemy dokładnie, co się pod tym pojęciem kryje i mając swoje założenia, nie chcemy się w tę dziedzinę wgłębiać.

Wydaje się, że asertywnym, stanowczym, kategorycznym przystoi być co najwyżej w pracy lub wobec naprzykrzającego się sąsiada, natomiast nie w domu, nie wobec swoich najbliższych. Wbrew zmianom kulturowym, matki Polki i perfekcyjne panie domu wciąż wprawiają nieidealnych opiekunów w zakłopotanie; nie istnieją naprawdę, ale są pewną niedoścignioną ideą. Wzorowe żony i mamy zajmowały się głównie domem, nie musiały zarobkować, zresztą funkcjonowały tak świetnie tylko na kartach książek. Teraz znacznie więcej wymaga się także od ojców. Kiedyś podstawowym zadaniem mężczyzny było dostarczanie pieniędzy: miał on utrzymać swych bliskich. Obecnie, niejednokrotnie po dwunastu godzinach pracy, powinien angażować się w życie rodziny. Niedostatek czasu i przemęczenie sprawiają, że życie toczy się jak w kołowrotku: wciąż myśli się o tym, jak zdążyć, nie zaspać, dowieźć dzieci na czas, dotrzymać danego im słowa, a także terminu u pracodawcy, by były finanse na wakacje pociech. Na wspólne ferie czy choćby weekend za miastem po raz enty nie ma szans.
Odmawiać dzieciom się nie godzi, własne potrzeby odkładane są na najbliższą wolną chwilę, Bywa, że kiedy ten moment nadchodzi, jest grubo po północy, a o szóstej rano zadzwoni budzik, by maluchy wyprawić do żłobków, przedszkoli, szkół, a samemu „wyrobić się do pracy”. Rodzic pozostaje niemal zawsze na drugim planie rodzinnych spraw. Ma być oddany, wrażliwy, empatyczny. Poza tym zawsze świeży, wyspany i pełen energii na kolejny dzień obowiązków, domowych konfliktów i kosmicznych zadań. Kiedyś pewna mama na grupie wsparcia powiedziała, że chyba łatwiej być astronautą niż rodzicem – wtedy przynajmniej ma się do dyspozycji procedury, a w razie kryzysu doradza cały sztab wybitnych specjalistów. Rodzic zwykle ma podołać problemom sam, a wie, że stawka jest wysoka. Mówi się, że na przyszłości dzieci waży każde nasze słowo czy zachowanie. Gdy wieczorem po ciężkim dniu z trudem łapie się uspakajający oddech, wszystko zdaje się być prostsze niż ogarnianie niesfornej gromadki, łączenie indywidualnych interesów we wspólny cel, godzenie sprzecznych potrzeb, łagodzenie tego, co trudne i bolesne oraz nieustanne wyjaśnianie reguł, jakimi rządzi się życie.
To nie jest problem jednostkowy, a wynika przede wszystkim z dawnych uwarunkowań i stylu postępowania obecnych dziadków oraz ich poprzedników. Kiedyś nie rozmawiano wiele o emocjach, nie nazywano awantur, przekleństw, wyzwisk, kar cielesnych przejawami przemocy. Nie wspominano o szacunku, godności, które przynależą również młodym jednostkom. Nie uczono, jak się bronić. Nie mówiono o uzależnieniach, depresjach, nerwicach i unikano psychologów, bo to był wstyd. Świat był inni i gdy ktoś sobie nie radził, to często sięgał dna.
Dziś bardziej dbamy o siebie nawzajem, jesteśmy uważniejsi i skłonni do refleksji. Dostrzegamy nieocenioną wartość w nazywaniu, precyzowaniu, konkretyzowaniu. Rodzic pyta płaczącego dziecka: „czy jest ci smutno?”. Do rozzłoszczonego przemawia uspokajająco: „rozumiem, że jesteś zdenerwowany, to na pewno bardzo trudne”. Czyni tak, bo zdaje sobie sprawę, że pomaga to rozeznać się w swoich odczuciach, odróżniać je, a co za tym idzie – lepiej sobie z nimi radzić. Zabiegając o dobro własnego potomstwa, zapominamy o sobie. Dyskomfort psychiczny i zbyt wielkie obciążenie opiekunów z całą pewnością odczują również dzieci. Nie zawsze odbywa się to wprost. Dlatego tak ważna jest psychoedukacja, mądre komunikowanie się i asertywność. By przekazywać tę ważną wiedzę i umiejętności, niezbędne jest zaangażowanie różnych służb społecznych: pracowników socjalnych, nauczycieli, terapeutów, osób odpowiedzialnych za przeciwdziałanie przemocy i uzależnieniom. Celem niniejszego opracowanie jest dzielenie się doświadczeniami, które warto wzbogacać i przekazywać dalej.
Człowiek nieasertywny bywa sfrustrowany. Skarży się, że ludzie wchodzą mu na głowę, są przykrzy i niesprawiedliwi. Odczuwa przygnębienie, a z czasem wszystko go irytuje. Taka postawa odbija się na zdrowiu, bo permanentny stres wyniszcza od środka. Całokształt może skutkować zniechęceniem, rozdrażnieniem, wycofaniem i obojętnością, a także zachowaniami nacechowanym agresją. Podobnie jest z rodzicami, którzy w codziennym zabieganiu pomijają siebie i własne potrzeby. Co robi dorosły, który ma już wszystkiego dość?

POLECAMY

Zauważanie siebie i własnych potrzeb

Przykład:
Marzy o ciepłej kąpieli niezmąconej pukaniem do drzwi, o tym, by do rana nikt nie zakłócał mu nocnego wypoczynku. Tymczasem, gdy rozebrany wreszcie odkręca wodę, słyszy znajome: „tata siku!”. W domu tylko jedna łazienka. Żona na nocnej zmianie. Krew się gotuje. Przez godzinę wmuszał w córkę jedną jedyną kanapkę, by nie poszła do łóżka głodna, oglądali razem bajkę i nawet poczytał na dobranoc. Ululał i sam przy tym prawie usnął. A teraz chciał tylko się wykąpać. Czy to za wiele? Ubiera się i pomaga dziecku. Pada z nóg, ale okazuje się, że mała zaczyna dokazywać. Wcale nie chce się położyć. Kompletnie go nie słucha! Wkurza go to. Z bezsilności zaczyna krzyczeć, podniesionym głosem wymusza posłuszeństwo. Córeczka oczywiście obraża się i idzie do siebie z podkówką na twarzy. Mężczyzna ma przechlapane. Poczucie winy nie pozwala mu usnąć. Czuje, że przesadził. Rano pęka mu głowa i ogólnie jest fatalnie, nie chce z nikim gadać. Myśli: „do niczego się jako ojciec nie nadaję”.
Kto nie zna takiego scenariusza, niechaj pierwszy rzuci kamieniem. Często, chroniąc przyzwoity obraz siebie, nie chcemy się przyznać, że i nam puszczają nerwy. Przedstawienie takiej lub innej podobnej scenki podczas warsztatów czy grupy wsparcia pomoże uczestnikom otworzyć się. Rodzic to nie cyborg – ulega emocjom i popełnia błędy. Ma do nich prawo. To nie powód do dumy, ale także nie jest to specjalna ujma.
Pracę nad pozytywną zmianą warto rozpocząć od monologu wewnętrznego. Ten monolog to nic innego jak to, co osoba myśli o samej sobie, a żeby być dokładniejszym, należałoby wyjaśnić, że są to wpojone jej w okresie dzieciństwa przekonania. Będąc jednostkami dopiero rozpoczynającymi swe życie, chłoniemy jak gąbka, nie weryfikujemy słów dorosłych, nie poddajemy ich krytyce. Przyjmujemy ich racje, opinie, uwagi, myśląc, że jako starsi i bardziej doświadczeni mają słuszność. Tak jest świat zbudowany, że młodzi czerpią od bliskich im autorytetów. Dopiero później przyjdzie czas na niezależny – racjonalny lub podyktowany emocjami osąd.

Przekonania wpojone w okresie dzieciństwa

Przykład:
Franio przynosi do domu kiepskie oceny. Niby zdaje z klasy do klasy, ale zdecydowanie woli spędzać czas na zewnątrz, bawiąc się i dokazując, niż ślęczeć nad książkami. Inni chłopcy w rodzinie uczą się wzorowo. Tłumacząc preferencje syna, mama odpowiada na zarzuty ciotek i wścibskich sąsiadów: „Może nie jest tak bystry, ale silny i wysportowany, jak mężczyźnie wypada być”. „Nie intelektualista, ale też nie chuchro” – zwykła mawiać, niezbyt trafnie chwaląc się synem. Umknęło uwadze mamy, że chłopiec ma niewątpliwy potencjał: nie zaglądając do lekcji, nigdy nie potrzebował korepetycji, by zaliczyć sprawdzian na tróję. Zadania mu nie szły, ale prawa fizyki miał w jednym palcu. Jako nastolatek majsterkował i naprawiał, czemu dziwili się piątkowi młodzieńcy z rodziny. Dorosły Franciszek, choć chciał, nie dostał się na studia; nie wierzył, że mu się uda i nawet specjalnie się nie starał. Nie jest z tego zadowolony. Ważne decyzje pozostawia żonie, wydaje mu się, że sam nie będzie miał racji. „Jestem od czarnej roboty” – 
ogłasza wszem i wobec, przekonując sam siebie, że jednak do czegoś się nadaje. Sporządza projekty i buduje domy, pracując umysłowo i fizycznie. Mimo że nie ukończył architektury, zleceniodawcy bardzo go doceniają.
O pani Magdzie mówiono w domu, niby żartem: „nasza kochana ofiara losu”. Była niezgrabna, ciągle coś strącała, a szkło w jej otoczeniu spadało samo i samo się tłukło. Rodzice do tego przywykli. Matka chowała przed córką cenniejszą porcelanę, bo nie warto było jej niczego takiego dawać do ręki. Im bardziej mama się tego spodziewała, tym częściej słychać było w pokojach BRZDĘK, a potem płacz. Ojciec z czułością nazywał ją Nochalkiem, pocieszał, a starsza siostra dość okrutnie pozbawiała ją złudzeń – bez cienia aprobaty wskazywała, że ma nos wielkości i kształtu ziemniaka. No cóż, dziewczyna nauczyła się z tym żyć i w głębi duszy marzyła o operacji plastycznej. Nie lubiła przeglądać się w lustrze i kiedy przyszedł czas liceum, ona jedna nie miała chłopaka. Nie zmienił tego zabieg rzekomo poprawiający urodę, bo szyderstwo czy drobna złośliwość, a także pobłażanie i natrętna krytyka sprawiają, że dziecko czuje się gorsze i nieatrakcyjne, jak przeceniony towar w sklepie. „Wciąż czuję się brzydka” – zauważa dorosła, pełna osobistego wdzięku kobieta.

Proces pozbywania się niechcianych przekonań

Głosy ze środka mogą być sprzymierzeńcem, często jednak podważają konstruktywne, budujące przekonania.
Można je usystematyzować.
Rodzaje destruktywnych monologów:

  • dewaluujące myśli o sobie: „jestem słaba”, „matka to ze mnie żadna”, „porażka to moje drugie imię”;
  • wartościowanie własnych umiejętności i zasobów: „nie umiem gotować”, „nie mam takich cech, które pozwoliłyby mi założyć własną firmę”, „nie zabiorę głosu, bo się skompromituję”, „przecież nikt tak naprawdę nie jest mną zainteresowany”;
  • przewidywanie przyszłości: „nigdy mi się to nie uda”, „nowa praca, nie, na pewno mnie nie wezmą”, „zawsze będę miał kłopoty finansowe, jestem na to skazany”;
  • dyskusyjne normy: „nie wolno odmawiać, bo to nieuprzejme”, „trzeba być punktualnym”, „grzeczność nakazuje ustępować”, „ludzi nie stać na zagraniczne wakacje, to normalne, że i ja nie mogę sobie na nie pozwolić”.

Zwykle pomaga już samo uświadomienie sobie destrukcyjnego monologu. To pierwszy, najważniejszy krok ku przełamaniu osobistych trudności. Zasłyszane kiedyś kwestie blokują przed działaniem, odbierają siły witalne, napęd i motywację. Często zostały wypowiedziane przez osoby, których nie darzyło się zbytnią sympatią. Warto zastanowić się, do kogo należy nieprzychylny głos. Przed wpojonymi przekonaniami nie da się uciec, wyrzucić ich i zatrzasnąć drzwi własnego umysłu – to nie funkcjonuje jak przycisk na ścianie do zapalania i gaszenia światła. Pozbywanie się tego, co niechciane, stanowi powolny proces. By go rozpocząć, trzeba: 

  • uświadomić sobie, że jak każdy inny człowiek posiadasz mocne i słabe strony, z jednymi sprawami radzisz sobie lepiej, a inne sprawiają ci trudność – to naturalne; jeżeli czegoś nie wiesz, możesz poszukać informacji, jeżeli nie potrafisz, a zależy ci na tym, masz szansę się tego nauczyć; masz za sobą sukcesy i z pewnością uczestniczyłeś w wydarzeniach, z których nie jesteś dumny; przeszłość nie determinuje twojej przyszłości;
  • uwrażliwić się – wyłuskać z codzienności momenty, kiedy źle myślisz o sobie, o swoich możliwościach;
  • podjąć spokojny dialog ze sobą, z głosami: „owszem, tym razem mi się nie udało, to nie znaczy, że będzie tak za każdym razem”; „zdarza mi się chorować, ale mogę się wzmocnić!”; „jako rodzic popełniam błędy i spóźniamy się do szkoły, ale będę próbować przeorganizować nasz dzień tak, by poranne wstawanie szło nam nieco lepiej”; „może i jestem przy kości, ale kto powiedział, że powinnam być szczupła?!”; „nie muszę siedzieć cicho i udawać, że nic się nie dzieje, mam prawo zareagować, gdy ktoś mnie oczernia”;
  • uzbroić się w cierpliwość i przyznać sobie czas, bo praktyka, również w asertywności, czyni mistrza.

Domysły i niedopowiedzenia

Zacznijmy od przykładów. Zdenerwowana i rozżalona kobieta telefonuje do swojego męża. Prosi, by po nocnej wizycie na SORze odebrał ją i córkę ze szpitala. Mężczyzna obiecuje, że niedługo będzie, wsiada do samochodu i jedzie na miejsce. Wyczerpana mama czeka i czeka, w końcu dochodzi do wniosku, że partner zawiódł ją po raz kolejny. Rusza sama z dzieckiem na ręku i ciężką torbą, ma dostać się komunikacją miejską na drugi koniec miasta. Jest blady świt, a ona nie spała całą noc. Martwi się, że przez tę wycieczkę stan małej pacjentki pogorszy się i będą musiały wrócić na oddział. Po jakimś czasie odzywa się mąż. Przez telefon w jego głosie słychać mocne wzburzenie. Skarży się, że od godziny krąży po szpitalu i odchodzi od zmysłów, bo nie może ich znaleźć: „Gdzie wy się właściwie podziewacie?!”. Okazało się, że żona nie powiedziała, do którego szpitala trafiła z córką, maż nie dopytał. Obydwoje dokonali pewnych założeń: on co do miejsca, ona, że zostawił ją z problemem. Byli na siebie tak wściekli, że nie rozmawiali przez tydzień.
Codzienne funkcjonowanie rodzin pełne jest domysłów i niedopowiedzeń. Małżonka chciałaby, by mąż się domyślił, na czym jej zależy, co chciałaby dostać na urodziny. Nie mówi wprost, bo to nie wypada. Bo to już nie będzie niespodzianka, kiedy ona mu powie. Dostaje komplet garnków i chce jej się płakać. Marzyła, o czymś bardziej osobistym, o czymś, co będzie mogła nosić przy sobie, o przedmiocie, który byłby wyrazem uczuć z jego strony. Jest rozczarowana i daje temu wyraz. Trzaska naczyniami w kuchni. On nie ma zielonego pojęcia, co poszło nie tak. Nie zapomniał o jej święcie. Starał się, wydał sporą kwotę. Ona przecież lubi gotować. Tak mu się zdawało…

Skutki domysłów i niedopowiedzeń

Kiedy kobietę coś dręczy, potrzebuje o tym rozmawiać, omówić, przeanalizować, przedstawić swoje za i przeciw, na głos wyrazić swe myśli, wątpliwości i obawy. Tymczasem mężczyzna rzuca rozsądne rozwiązanie i wydaje się mu się, że sprawa jest załatwiana, nie widzi sensu tego ciągnąć. Przebieg sytuacji nie satysfakcjonuje żadnej ze stron. Ona czuje, że on zostawia ją samą w kłopocie, odmawia uczestniczenia w jej dylematach, w końcu uciął temat. On nie ma pojęcia, dlaczego jego propozycja nie spotkała się z zainteresowaniem i też czuje się odrzucony. On zauważa, że jego druga połówka wciąż jest nieswoja, smutna, naburmuszona, choć usiłował jej pomóc. Mimo iż są dla siebie ważni, mijają się z wyrzutem, nie znajdując tego, co wspólne.
Takich i zbliżonych sytuacji jest mnóstwo. Zawodowi pomagacze wciąż wysłuchują skarg na życie w związku, w którym się nie układa, w którym brakuje przepływu ważnych informacji. Małżonka przypomina mężczyźnie, o której odebrać dziecko ze szkoły. Zdaje się, że w funkcjonowaniu rodziny liczy się wyłącznie konkret: godziny pracy, pora obiadu, lista zakupów. W natłoku zadań zapomina się powiedzieć, jak bardzo tęskni się za bliskością, dotykiem, ciepłem, chwilami we dwoje. On uważa ją za obojętną i przestaje czuć się atrakcyjny i potrzebny. Ludzie nie wyjaśniają swoich intencji, nie ujawniają pragnień, maskują uczucia i zdaje im się, że żyjąc w nieustannym napięciu, zdołają jakoś przetrwać. O szczęściu dawno zapomnieli, nie jest im pisane. Czasem wyobrażają sobie, że ich myśli, emocje, przeżycia są dla drugiej strony oczywiste. Ukrywane potrzeby można wyczytać ze spojrzeń, podtekstów, aluzji.

Znaczenie komunikowania się w związku

Kiedy, modelując spotkanie z klientem, trener, terapeuta lub inny profesjonalista od pomocy posłuży się przykładami i przytoczy przykładową historię, łatwiej będzie dostrzec wady we własnym postępowaniu i nierealistycznych oczekiwaniach, a także inaczej postrzegać zachowania i postawy partnera. Dzięki relacyjnym anegdotom i przypowieściom człowiek ma szansę wyciągać wnioski na temat różnic płciowych (odmiennego stylu komunikowania się) i funkcjonowania w związku. Może uniknie błędów, które przytrafiły się bohaterom historii. To frazes, ale trudno znaleźć coś bardziej autentycznego – w relacji dwojga nic nie zastąpi szczerej rozmowy.
Asertywność wiąże się z akceptowaniem i wyrażeniem siebie. Jeśli rzeczywiście chce się spędzić z kimś życie, to potencjalny partner musi wiedzieć o dziwactwach, przywarach, o tym, czego osoba wstydzi się wyjawić sama przed sobą. Każdy ma coś za uszami i nie trzeba wpasowywać się w standard. Jeśli mając pełną wiedzę o sobie, jednostki nadal chcą być razem, to ich związek ma szansę przetrwać długodystansowo. Milczenie, udawanie, tajemnice prowadzą do zdrad, konfliktów, awantur, podskórnej złości i jawnej agresji – wszystkiego tego, czego chce się uniknąć, zawierając więź na długie lata.
W pracy nad poprawą komunikacji wspólna rozmowa może być ważnym ćwiczeniem dla dwojga partnerów. Powinno być ono realizowane pomiędzy spotkaniami z terapeutą, np. przez jeden tydzień przez uzgodniony czas o ustalonej porze (inaczej zawsze wypadnie coś pilniejszego). W codziennym zabieganiu bliskość, troska, zainteresowanie tracą swe istotne miejsce na rzecz wypełniania obowiązków. Dość częsty schemat wygląda tak, że zmęczony po pracy mężczyzna odpuszcza wszystko inne i idzie spać. Kobieta ma żal, też by tak chciała, ale nie położy się, dopóki nie wykona tego, co uzna za konieczne. Zwyczajne pytanie: „Jak minął ci dzień?” pozwala otworzyć się na przeżycia kochanej osoby. Nie zawsze zostanie zrealizowany scenariusz idealny, ale zadaniem jest obserwowanie i dopytywanie.

Praca nad poprawą komunikacji – wspólna rozmowa

Warto podzielić się przykładami:

  1. Mąż do żony: Jak się czujesz?
    Żona wzrusza ramionami: Dobrze.
    Mąż: Twoje „dobrze” trochę mnie martwi.
    Żona: Niby dlaczego?
    Mąż: Nie jest specjalnie entuzjastyczne.
    Żona: Masz rację.
    Mąż: Opowiesz, co się stało?
    Żona: Najpierw w pracy szefowa zarzuciła mnie papierami. Wiesz, jak tego nie cierpię. Potem spóźniłam się po dzieciaki. Kiedy wróciliśmy do domu – hałas, bo u sąsiadów remont. A ty dopiero wróciłeś.
    Mąż: Chciałabyś, bym był wcześniej i ci pomógł. Mogę coś zrobić teraz, żebyś poczuła się lepiej?
    Żona: Opowiedz, jak u ciebie. I przytul mnie.
    itd..
  2. Żona: Jak było w pracy?
    Mąż: Daj mi spokój.
    Żona: Przykro mi, że tak mówisz. Chciałbyś mieć chwilę dla siebie?
    Mąż: Przepraszam. Tak, potrzebuje być teraz sam.
    Żona: Pogadamy później?
    Mąż: Przepraszam, że odburknąłem. Niedługo przyjdę do ciebie. Muszę pomyśleć.

Prowadzący spotkanie/zajęcia pyta, co było dobre w pierwszej sytuacji. Chodzi o szczere zainteresowanie oraz reagowanie na przekazy niewerbalne. Mężczyzna nie pozwolił się zbyć. Partnerzy zwykle dobrze wyczuwają się nawzajem, choć ważne jest, by wyrażać swoje potrzeby wprost. W tym wypadku pomogła empatyczna dociekliwość. W scence drugiej kobieta zrozumiała męską potrzebę samotności w trudnej sytuacji. Nie wiedziała, co się stało, ale postanowiła poczekać na gotowość męża. Wyraziła swoje uczucia w związku z nieprzyjemną odpowiedzią, dzięki czemu on miał szansę się zreflektować i przeprosić. Nie odebrała chwilowego braku zainteresowania rozmową jako odrzucenia, dała mu przestrzeń na przemyślenia i analizę sytuacji. Mężczyzna zrozumiał, że zachował się nieuprzejmie, zapewnił, że jeszcze niebawem pobędą razem.
Uwaga: Często zdarza się tak, że kobieta potrzebuje rozmowy, gdy jej ciężko, a mężczyźnie dobrze robi przestrzeń. Nie można jednak generalizować, bo oprócz różnic płciowych są też indywidualne!

Kompromisy

Wiele mówi się o tym, że będąc w związku czy też w ogóle żyjąc w rodzinie, trzeba iść na kompromis. Takie ugody związane z ustępowaniem w roli głównej nie poprawiają jednak samopoczucia żadnej ze stron.
Ustępując, mamy poczucie straty, bo czegoś, na czym nam zależało, mamy mniej, niż byśmy chcieli. Ściany w salonie waniliowe czy szare? No dobrze, niech będzie kolor cappuccino, zapomnijmy o tym, że nikomu się nie podoba. Pomieszczenie z miejsca wypoczynku zmienia się pokój przywołujący wspomnienie niezręcznej sytuacji. Nikt nie chce się rozstać z powodu ścian, zdają się być zbyt mało znaczące, mimo wszystko partnerzy odczuwają w pokoju dyskomfort. Teoretycznie, by osiągnąć wspólny cel, każdy powinien ze swojej ważnej części przedsięwzięcia zrezygnować. Ale to tylko w teorii, bo w praktyce jest wiele sytuacji, w których potrzeby wszystkich domowników mogą zostać zaspokojone. Z pomocą przychodzi tu technika przechodzenia od interesów do potrzeb.
Zamiast okopywać się na stanowiskach i kłócić dla zasady lub odwrotnie – poświęcać się dla dobra większości, osoby mówią, na czym naprawdę im zależy i co jest dla nich osobiście ważne. Rozpatrzmy typowy przykład planów na wakacje. Żona marzy o wyjeździe nad morze, a jej mąż obstaje przy Mazurach. Kiedy zaczynają rozmawiać, okazuje się, że obydwoje mają ochotę na świeże ryby. Pani domu zależy na odpoczynku, wyobraża sobie miły pensjonat. Nad morzem istotne jest opalanie i to, że dzieci mają zajęcie na plaży, bo jest piasek i woda. Mama chciałaby mieć czas dla siebie, zrelaksować się i wygrzać na słońcu, bo od siedzenia za biurkiem dokucza jej kręgosłup i bóle stawów. Mężczyzna chciałby pożeglować, do tego potrzebny jest spory akwen, wypożyczalnia jachtów i trochę wiatru. Wiedząc już dokładnie, dlaczego stawiają na Bałtyk i dlaczego na Mazury, korzystając z serwisu promocji turystycznych, małżeństwo wybiera wygodny hotel nad jeziorem, z odkrytą pływalnią, leżakami do kąpieli słonecznych oraz całodniowymi animacjami dla dzieci – miejsce sprawdzone przez znajomych zapalonych żeglarzy pod względem wodnych atrakcji. Cała rodzina nie może doczekać się urlopu.
Pytania, które pomagają wyłuskać potrzeby spośród interesów, są proste i zwykle rozpoczynają się od „dlaczego”. Jest to dociekanie powodów, które w pierwszym odruchu nie są ujawniane. Czasem rozmówca sam potrzebuje chwili do zastanowienia, by rozpoznać swoje pobudki.
Bywa, że kolizyjne zdają się być potrzeby dzieci i ich rodziców. Na pierwszy rzut oka trudno znaleźć wspólny mianownik. W takim przypadku również pomaga spokojna wymiana oczekiwań. Młodzi domownicy domagają się zabawy, starsze pokolenie marzy, by wcześnie położyć się spać. Można zrealizować obydwie potrzeby, choć niejednocześnie, np. najpierw odbywa się wycieczka, podczas której kochane szkraby mogą się wybiegać i zmęczyć, a kiedy nadmiar energii zostanie spożytkowany, nawet niejadek chętnie zabierze się za kolację, a później zaśnie bez marudzenia. Rozpoznając potrzeby, warto szukać rozwiązań. Nie muszą być one ani oczywiste, ani standardowe. Ważne, by sprawdzały się dla tej, a nie innej rodziny.

Prawo do…

Asertywność to świadome przyznanie sobie praw. Człowiek ma prawo do swoich poglądów, uczuć, wyobrażeń, myśli, obaw i potrzeb. Ma również prawo, by z czymś się nie zgadzać, prosić o pomoc, nalegać, przyjmować słowa drugiej jednostki albo poddać je rzeczowej krytyce. Prawa te obowiązują tak długo, jak nie wkraczają na terytorium innej osoby. W rodzinie jest tak, że dajemy z siebie dużo, bo zależy nam na naszych bliskich. Pragniemy, by czuli się dobrze, nie chcemy ich stracić, zgubić ich zaufania. I tak żona po raz dziesiąty kocha się z mężem, choć wcale nie ma na to ochoty. To nie jej czas, a może gdyby odpoczęła, zbliżenie sprawiałoby jej przyjemność, a tak po prostu mu ulega. Uznaje, że postępuje właściwie, ale kiedy sytuacja powtarza się, zaczyna ją to denerwować. Pojawia się bunt i przykra wymiana zdań. Tak samo jest z dziećmi. Mali manipulatorzy forsują to, na czym im zależy, robiąc urocze minki, przytulając się i wywierając presję gorszą niż inne przykre konsekwencje. Usłyszałam kiedyś takie sformułowanie, że najgorszą karą dla rodzica jest smutek jego dziecka. I żeby było jasne – mali domownicy nie manipulują, bo manipulacja jest zamierzona. To wkurzonym dorosłym tak się wydaje, bo nie...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "Doradca w Pomocy Społecznej"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • pełen dostęp do archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy